Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytatnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytatnik. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 listopada 2018

102. Moja Kamieńska 2

Łańcuch zła rozcinać przebaczeniem. Łańcuch nienawiści rozrywać pojednaniem. Oto sens społeczny chrześcijaństwa. Jeśli chrześcijaństwo nie stanie się ciałem - zmiecie nas narastająca lawina zła i nienawiści.
Lecz czego potrzeba, aby przebaczyć, czego potrzeba, aby dojrzało pojednanie? Trzeba zrzucić z serca pychę, w pewien sposób "zaprzeć się" siebie. Honor ponad wszystko - to postawa mało chrześcijańska.

Kiedy polecamy Bogu naszych bliskich, uczymy się ich kochać w Bogu, na wyższej płaszczyźnie bytu.

W grzechu poznajemy obecność Boga przez zaprzeczenie.

Patetyczna, tryumfalistyczna Msza w Katedrze. Nie czuję się w tym najlepiej. Najlepsze są ciche msze z muzyką skupienia i smutku.

Rola snu w Biblii. Sen przybliża do Boga. We śnie Adama Bóg stworzył kobietę, jakby wyszła z jego snu. We śnie przekazywane są proroctwa i pouczenia.
Mądrość snu. Człowiek musi jakby zawiesić działanie świadomego umysłu, aby przybliżyć się do rzeczywistości duchowej. Sądzę, że to nie świadomość przeszkadza człowiekowi w dotarciu do sfery ducha, ale niezliczone głody i pragnienia świadomości.

Gdy małżeństwo zaczyna sobie mówić: mamo, tatusiu - koniec z ich miłością. Zaczyna się przywiązanie, przyzwyczajenie, wszystko tylko nie miłość.

Irzykowski: "Prawdziwym przyjacielem jest człowiek, co pomaga mi być samemu".

Abraham Heschel:
"Grecy uczyli się, aby rozumieć. Hebrajczycy uczyli się, aby czcić. Człowiek współczesny uczy się, aby używać".

Samuel II, 9 Fragment o Dawidzie, którego przeklina jakiś człowiek idący do Jerozolimy, od Absaloma. Jeden z rycerzy Dawida chce mu ściąć głowę, ale Dawid mówi: - Niech przeklina, to óg mu nakazał. - To błysk chrześcijaństwa w gąszczu Starego Testamentu. Przyjąć zniewagę jako coś należnego nam, pochodzącego od Boga.

Henry Miller - "Kolos z Marocussi". [...]
"Nikt nie może osiągnąć tego, czego pragnie, dopóki nie dojrzeje do tego".

Nieśmiertelność nie jest nam potrzebna, raczej budzi lęk. Potrzebna nam jest nieśmiertelność naszych bliskich. Dlatego musimy ich kochać w Bogu. Dosłowność tej formuły.


Ileż słów zbytecznych, okrężnych. Prawda jest poza słowami.

Z książki Henryka Czyża: Rossini napisał Petite Messe Solennelle. Ta mała msza była ogromna. Sama partytura ważyła ok. 4 kilogramów. Utwór trwa pełne dwie godziny. Na ostatniej stronie Rossini napisał list do Pana Boga:
"Drogi Boże! Przedstawiam Ci moją Małą Mszę Uroczystą. Dlatego małą, bo nie jestem pewien, czy potrafiłem napisać muzykę naprawdę sakralną. Ale Ty, dobry Boże, wiesz najlepiej, że zostałem stworzony dla opery buffo. Utwór napisałem na 2 fortepiany, harmonium, 4 głosy solowe i 8-osobowy chór. Nie miej mi za złe zbieżności liczby 12 śpiewaków z liczbą Twych Apostołów. Ale gdy jeden z mych śpiewaków będzie śpiewał fałszywie, pamiętaj, że i jeden z Twoich... Utwór przeznaczony był do domowego muzykowania, ale po mojej śmierci zjawi się na pewno taki głupi dyrygent, co zechce to wykonać z wielkim chórem i ogromną orkiestrą. I - wtedy przyjdzie drugi głupi i będzie mi to instrumentował. Już lepiej, żebym sam to zrobił. Przyjm mnie do raju.
Twój
Giacchino Rossini"


sobota, 14 lipca 2018

101. Moja Kamieńska



"Jestem ziemią" - wyznaje oblubienica w miłosnej pieśni egipskiej.

Chwilami po miesiącu zapomina się twarzy!

Napisano o Brahmsie: "Nie stworzył nic nowego oprócz pięknej muzyki".

19 lat mojego życia z Jankiem, ten epizod w czasie stał się całym moim życiem. Cała treść mojego życia w nim się skupiła. Przedtem było tylko oczekiwanie. Potem - już tylko oczekiwanie.

Są w Ewangelii te cudowne momenty, w których Jezus tak osobny i zamknięty, tajemniczy jak tylko może być Bóg - otwiera się na moment ku ludziom z ludzkim zwierzeniem, wyznaje smutek lub pyta natarczywie: - Czy mnie miłujesz?

"Modlitwa jest twierdzą jednostki.
Modlitwą człowiek stwarza sobie krąg magiczny, przez który nie wejdzie doń żaden przymus z zewnątrz. Modlitwa, dobra modlitwa - jest wielkim aktem wolności człowieka i jest jego pracą, za pomocą której broni się od rozpaczy i rozkładu".

Nasze miłości - to szczeble w dół lub wzwyż. Miłość zmusza do wyrzeczeń, a to jest konieczne, aby miłość była miłością, a nie samolubstwem. Wielu ludzi rozprawiających o miłości może nie kochało nigdy.

Nasza cywilizacja odrzuca wszelkie wartości duchowe. Liczy się tylko technika i produkcja.
Trzeba żyć tak, jakby się było jedynym wyznawcą.
"Wierzmy, bo inni nie wierzą" - Bonhoeffer.

[...] Brak domu, dzieci. Wszystko w wyimaginowanej przyszłości, która nie nadchodzi.
[...] Do spraw małżeńskich nigdy nie należy wkraczać, nawet z życzliwością. To, co oglądamy z zewnątrz, może wyglądać jak piekło. A oni się zawsze odnajdą.

Mereżkowski: "Myśl też jest dla nas krzyżem".

Wydaje nam się, że to my trudzimy się nieustannie nad sobą. Ale może to Bóg się trudzi, a nasz trud jest tylko naszym oporem? A gdybyśmy przestali się opierać? Ależ to niemożliwe. Więc Bóg nas zbawia wbrew nam.

Do kaznodziei współczesnego odnoszą się słowa św. Pawła (1 Kor 2, 1):
"A i ja, bracia, przyszedłem do was nie jako ktoś, kto przyniósł Wam Nowinę o świadectwie Bożym, w wielkim olśnieniu słowa i mądrości... W słabości, z wielkim strachem i z trwogą wystąpiłem przed wami".

Moje dziecko - powiedział spowiednik, a cóż ty byś chciała? Tak jak codziennie wstajemy, myjemy się, jemy zupę, tak i grzeszyć musimy codziennie i powtarzać te grzechy do znudzenia.

[...] Mądre przyzwolenie - oto czym jest cierpliwość. Jej mądrość jest mądrością jakby rolniczą, macierzyńską, mądrością czekania. Przecież ziemia zawsze czeka. Matka zawsze czeka.

Nieobecność, jakbym przez sen wywędrowała bardzo, bardzo daleko. W ten sposób można odejść po jakiejś dziwnej kładce i już nie wrócić.

[...] Mama uczyła mnie, że gniewać się na dziecko można tylko do wieczora. Następny dzień otwiera nowy rachunek.

"I było szczęście jako dźwięk chwilowe,
Jak cień przelotne, jak sen krótkotrwałe,
Nikłe jak w czarnej nocy błyskawica".
(Szekspir, Sen nocy letniej w tłumaczeniu Koźmiana)


sobota, 25 kwietnia 2015

86. Zielony

To zaczyna się niepostrzeżenie, przeważnie od porażenia banałem.
Któregoś dnia - ile wtedy masz lat? nie więcej niż kilkanaście - zdajesz sobie sprawę, że nigdy już nie będziesz dzieckiem. Nie przeżyjesz po raz drugi ani godziny, ani minuty z tego czasu. Już zatrzasnęły się zwrotnice, wszystko zaprzepaszczone, szanse wszystkie. Jak funkcja falowa - ze wszechmożliwości kollapsujesz do jednego jedynego stanu. Takie i tylko takie dzieciństwo poniesiesz w sobie aż do wieczności. Przegrywasz z każdym dniem.
Niby wszyscy dobrze o tym wiemy - ale ty nagle pojmujesz ostatnie konsekwencje, asymilujesz tę nieuchronność do samego rdzenia swej duszy, i nogi się pod tobą uginają, kręci ci się w głowie, siadasz na ziemi, przerażony, zrozpaczony, serce bije mocno, powoli. Liczysz, raz-dwa, trzy-cztery, pięć-sześć, to są kroki śmierci, tak się skrada, tak odmierza, zegar atomowy wszechświata, metronom rozpadu połowicznego, klepsydra entropii.
Żeby się wydobyć, trzeba rzeczy małych: smaku świeżego jabłka, zapachu nocy, śmiechu twej małej siostry... Wstaniesz, w końcu wstaniesz, wszyscy wstajemy. Za tobą, na ziemi, cień-pokurcz: zwłoki dziecka.
 [Dukaj, Extensa]

piątek, 6 marca 2015

85. Zima

Ale teraz Joanna lubiła zimę, albowiem dostrzegła całe jej niewysłowione piękno. Szły dni przejrzyste i błyszczące, czerwone wieczory - najczystszy wyciąg wina zimowego, noce roziskrzone gwiazdami, mroźne, wspaniałe wschody słońca. Na szybach Błękitnego Zamku kwitły śnieżne arabeski. W księżycowe noce światło srebrzyło się wśród brzóz. W wietrzne wieczory pląsały postrzępione cienie - poszarpane, poskręcane, fantastyczne cienie. Całymi dniami trwała uroczysta, wielka cisza. Zjeżone pagórki jarzyły się od lodu. Czasami słońce nagle przedzierało się przez ołowiane chmury i zatapiało blaskiem białe, milczące jezioro. Szare godziny zakłócały brutalnie zawieruchy śnieżne i wtedy przytulna ich jadalnia, ozdobiona żywym gobelinem odblasków kominka, wydawała się im zaciszniejsza niż kiedykolwiek. Każda pora dnia przynosiła z sobą coś nowego i niezwykłego.
Oto, co mi zostało odebrane w tym roku, kiedy to nie przyszła Zima. Jestem, doprawdy, oburzona.
[cytat - "Błękitny Zamek" L.M. Montgomery] 

niedziela, 4 stycznia 2015

75. Czytacz, cz. 1

Spróbuję zrobić taki minicykl. Jeśli mi się będzie chciało kontynuować.
To nie będą recenzje, raczej takie luźne wrażenia na temat tego, co czytałam w ostatnim czasie,

Ignacy Karpowicz, Cud
Moja Ulubiona Bibliotekarka poleciła mi tego pisarza, bo jej samej bardzo podoba się jego język. I jeszcze zaleciła mi, bym dawkowała sobie tę książkę.
Ale ja tak nie umiem. Muszę czytać pojedynczo i muszę kończyć to, co zaczęłam. Więc brnęłam przez tego Karpowicza jak umiałam najszybciej, gdyż - bardzo mi się nie podobało. Właściwie nie rozumiem, po co ta książka powstała ani co właściwie autor chciał przekazać (chyba że zależało mu wyłącznie na pochwaleniu się warsztatem...). Tam gdzieś na okładce, z tyłu, w jednym z rozlicznych przytoczonych urywków pozytywnych recenzji, pada wypowiedź, że groteska, ukazanie pozorności rzeczywistości, czy jakoś tak.
Cóż, nie doznałam oświecenia. Dla mnie był to bezcelowy bełkot. A od wyłomów w rzeczywistości mam Murakamiego. Jego sposób na demaskację świata przemawia do mnie lepiej, niż niestygnące zwłoki Mikołaja i durne problemy wszystkich bohaterów zgromadzonych wokół tych zwłok. Błe.


William Styron, Wybór Zofii
O tej książce trochę ciężko mi coś napisać, bo jest z tych ciężkich. Gigantyczny skrót fabuły (to ma ładnych kilkaset stron): główny bohater, Stingo, początkujący pisarz, poznaje parę, Zofię i Natana. Natan jest Żydem i... ciężko coś napisać bez spoilerów... powiedzmy, że jest niezrównoważony psychicznie. Zofia jest emigrantką z Polski, za którą wloką się straszne wspomnienia z Oświęcimia. Ta powieść dotyka tak wielu ważnych spraw... Jest w niej wielka miłość, absolutne zło, uprzedzenia, walka ze śmiercią [mam ochotę wciskać wielokropki, gdzie się da]. To jedna z tych książek, które należy przeczytać, żeby dowiedzieć się więcej i o sobie, i o ludziach, i o świecie. I niewątpliwie coś z niej wyniosłam i nie zapomnę o niej, jeśli nie nigdy, to chociażby - długo.


A jeśli chodzi o takie sprawy bardziej, hm, techniczno-
-estetyczne: bardzo lubię ten styl pisania. Tu akurat sporo jest dygresji i wszystko zdaje się rozwlekłe, choć w gruncie rzeczy niczego, nawet jednego zdania, bym z tej książki nie usunęła. Ale to dzieło ma swój klimat, jest w nim ład, a autor opowiada konkretną historię i dzieli się jakimiś przemyśleniami, które są dla niego ważne, przez co wiarygodne dla czytelnika. Tak, piję do pozycji powyżej.


Agatha Christie, Kieszeń pełna żyta
Uff, jakoś się ta okładka nie chciała tu ustawić. Do rzeczy - lubię kryminały Agathy Christie. Lubię bardzo. Odkryłam je gdzieś tak w gimnazjum i przeczytałam wtedy większość spośród wydanych w Polsce. Oczywiście trafiały się pośród nich lepsze i gorsze, ale generalnie są to moje ulubione kryminały i jeszcze żaden inny autor tego gatunku nie zepchnął Agathy Christie z mojego prywatnego piedestału.
"Kieszeń pełną żyta" też już dawniej czytałam, zapomniałam jednak, kto zabił i jak wyglądała historia, nadeszła więc pora by sobie tę pozycję odświeżyć - zwłaszcza że dobrze wspominałam ten kryminał.
Wrażenia po lekturze w dalszym ciągu mam pozytywne. Intryga jest fenomenalna i chyba nie sposób odgadnąć wcześnie, kto zabił - mi się to nie udało, a patrząc pobieżnie po recenzjach na Lubimy Czytać, to i inni czytelnicy byli zaskoczeni rozwiązaniem. A w ogóle to trup ściele się gęsto, w akcji niezawodna panna Marple, której towarzyszy świetna postać detektywa z Wydziału Śledczego, a w domu zmarłego same ciekawe charaktery.
Mi się zdaje, czy naprawdę nadużywam słowa "kryminał"?


Isabel Allende, Portret w sepii
To jest, o ile mi wiadomo, druga część cyklu "Dom duchów", który nie jest specjalnie chronologiczny (chyyyba, to znaczy: chyba nie powstawał chronologicznie... em, tak...) i przeplatają się w nim bohaterowie. Część pierwsza to "Córka fortuny", trzecia - "Dom duchów", i akurat "Dom duchów" przytrafiło mi się niegdyś czytać i jakkolwiek wspominam go nawet-nawet, to za dużo z tego czytania nie pamiętam. To dlatego, że (teraz padnie bluźnierstwo) kojarzy mi się silnie z Marquezem, którego jednak lubię bardziej, ale powieści jego i Allende wydają mi się podobne. Po "Domu duchów" czytałam "Sto lat samotności" i jakoś jedno mi się nałożyło na drugie we wspomnieniach, przynajmniej po części.
O samym "Portrecie w sepii" za wiele do powiedzenia nie mam, co niezbyt dobrze świadczy o książce. Wiem, że raczej się ona ludziom podoba, ale ja jakoś wolno przez nią brnęłam i największą sympatię wzbudziła we mnie nie główna bohaterka, a Paulina del Valle (ta jest, jak się zdaje, główną bohaterką "Córki fortuny"). W ogóle, jak pamiętam, "Dom duchów" wywarł na mnie całkiem spore wrażenie, jestem więc teraz rozczarowana nieco. Niby się dużo działo, niby te typowe baśniowe elementy i te wszystkie namiętności południowoamerykańskie, wielkie domy i zawsze kilku ekscentrycznych bohaterów, ale jakoś tak, jakoś, no nie.

piątek, 24 października 2014

64. "Rycerz Kielichów" Jacka Piekary - to nie jest recenzja, jedynie kilka zdań

Jest "Rycerz Kielichów" książką całkiem przyjemną w odbiorze. Moim zdaniem to, jak na polską fantastykę współczesną, jest już osiągnięciem.
Krótkie wprowadzenie w akcję: główny bohater jest pracującym i nieźle zarabiającym singlem. Pewnego poranka, gdy wędruje właśnie, jak i wszyscy inni, do pracy, z jakiegoś zaułka wychyla się ku niemu drobna, szczupła kobieta i cicho mówi, że może dla niego śnić. Główny bohater nie zwraca na to większej uwagi. Jednak nocą ma niezwykle realistyczny sen, w którym leci na smoku. Gdy następnego ranka znów spotyka tę samą kobietę, zatrzymuje się przy niej.
To jest prosta, bardzo prosta książka o przenikających się dwóch światach. Jeden to oczywiście nasz, drugi to takie typowe fantastyczne średniowiecze. Bohater w naszym świecie nie nosi imienia (raczej, bo sobie przynajmniej go nie przypominam), w świecie snów ma jakieś takie... długie i przekombinowane. Brzmiałoby ono nieco dennie i kiczowato, ale - i to jest wielka zaleta całej książki - bohater, zarazem narrator, a za nim autor książki nie bierze swojego tworu zbyt poważnie. Są aluzje do innych utworów, są żartobliwe uwagi. Jest to też niezły wytrych, kiedy narrator wykpiwa się od opisywania scen brutalnych (to jest uogólnienie, nie chcę spoilerować ^^), mówiąc, że bohater jest człowiekiem naszych czasów i woli zapomnieć o podobnych widokach.
Jest parę dziur czy nielogiczności, raz czy dwa nie dowierzam postaciom, gdy dochodzą do wniosków w imię popchnięcia fabuły do przodu, ale to się wybacza. Przez to właśnie, że ta książka nie bierze siebie tak serio, za to często puszcza do nas oko. Czyta się zresztą płynnie i szybko. Nieźle.

piątek, 10 października 2014

63. A Dorio ad Phrygium. Z Norwida cytaty

"[...]

Jak, gdy osobie stojącej na ganku
Daleki księżyc wpląta śię we włosy

[...]

.... lecz nie rzeknę nic - bo mi jest smętno.

[...]"

środa, 3 września 2014

59. Jak zła może być książka?

Właśnie - jak zła? Czytam teraz takie oto dziwo: "Przeminęło z czasem". Tak, sam tytuł daje dużo do zrozumienia. Okładka zresztą tak samo. A mimo to - ciągle czytam.
Już mniejsza, jakim sposobem to cudo wpadło w moje ręce. Czytam ciągle, bo nie mogę przestać. Jeśli przerwę, nie da mi to spokoju - a ja bardzo chcę o tym później zapomnieć.
Podstawowe pytanie brzmi: KTO TO WYDAŁ?!
Co my tu mamy: główną bohaterką jest niejaka Mazarine. Istota tak piękna, że nie ma piękniejszej. Prócz tego dobra, wrażliwa i niezwykle utalentowana plastycznie. Miejsce drugiego głównego bohatera natomiast bezwarunkowo zajmują stopy Mazarine. O tym będzie później.
Jestem w połowie tego dzieła, stąd zapewne nie znam jeszcze wszystkich postaci dramatu. Dotąd ukazali się: stary ciałem, lecz młody duchem Wybitny Malarz Cadiz, jego równie wybitna (aczkolwiek zajmująca się fotografią, nie malarstwem, co od razu plasuje ją niżej w skali genialności) żona Sara, ich syn Pascal oraz niejaki antykwariusz. Antykwariusz jest bardzo antykwariuszowy, co wystarcza za cały jego opis.
Wybitny Malarz ma kryzys, na który lekarstwem jest Mazarine. Łączy ich pożądanie silne, lecz niespełnione, co zwłaszcza obrazuje ten oto cytat, roboczo zatytułowany przeze mnie Sceną Wszechwiedzącego Narratora:
-Nie mogę! - krzyknął.
Nie mógł. 
Syn Pascal również jest bardzo zakochany we wspaniałej Mazarine, ale jeszcze nie wie, że Mazarine kocha się w jego ojcu. A Mazarine jeszcze nie wie, że Pascal to syn Cadiza. A Cadiz jeszcze nie wie, że Mazarine spotyka się z jego synem. A żona Cadiza to już w ogóle nic nie wie. Taki romantyczny suspens.
Co do samej Mazarine: chodzi ona wciąż na bosaka, bowiem jak raz spróbowała latem, to uznała, że już nigdy nie nałoży butów, bo "jej stopy nie zniosłyby okrycia". Zresztą taka jest zdrowa i naturalna, że od razu śnieg jej nic nie robi, bo już jesienią jej stopy przystosowały się do chłodów. Raz tylko zachorowała.
Stopy Mazarine, jak już wspomniałam, są w ogóle bardzo istotne. Wybitny Malarz Cadiz ma na ich punkcie obsesję, gdyż sam nigdy nie umiał malować stóp, czego nie zauważył żaden krytyk czy inny znawca sztuki za wyjątkiem jednej bystrej Mazarine. O tym, że jej stopy będą takie ważne, dowiadujemy się już pod koniec pierwszego rozdziału:
Cadiz nie mógł oderwać wzroku od bosych stóp Mazarine. Kropelka krwi widoczna na palcu podkreślała jeszcze ich biel. Były doskonałe, pięknie zarysowane, niemal o boskich kształtach. Nigdy w życiu nie widział tak delikatnych stóp. Wyglądały jak dwa stylizowane skrzydła. Nagle ożyło w nim jakieś tłumione od lat uczucie. Czyżby stopy jego nowej uczennicy niespodziewanie obudziły go do życia?
Aby zakończyć charakterystykę bohaterów, dodam jeszcze, że każdy z nich jest też poetą. Ich dialogi przeplatane są rozbudowanymi metaforami i innymi takimi wizjami, nieraz bez związku z tematem, ale kto by się w końcu przejmował jakąś logiką wypowiedzi czy też chciał odpowiadać na pytanie, kiedy można improwizować "Dziady" na wolnym, nie?
Jednak "Przeminęło z czasem" to nie tylko wspaniałe płomienne romanse oraz zalety Mazarine, o nie... Wyobraźcie sobie, że ta niezrównana powieść ma też wątek fabularny! I to niemal na miarę Dana Browna...
Otóż Mazarine, która jest smutną, melancholijną i wrażliwą sierotą, która nikogo nie ma na świecie i w ogóle to matka jej nawet nie kochała (dygresja: jedną z największych zagadek jest źródło utrzymania Mazarine - wiem tylko, że jest uboga i dlatego ma mało ubrań, ale skąd już ma te pieniądze, co je ma, to nie wiadomo; nie dopatrzyłam się jeszcze jakiejkolwiek wzmianki o pracy), ta Mazarine w swoim tajemniczym domu, ciemnym i pachnącym lawendą, trzyma ciało niejakiej Świętej, zwanej też Sienną. Święta nie żyje już całe wieki, ale na wzór Śnieżki zamknięta została w kryształowej trumnie i jej ciało się nie psuje. Teraz pomału okazuje się, że Święta jest powiązana z jakimś średniowiecznym kultem, który przetrwał do naszych czasów. Członkowie tej sekty mają lamerskie pozdrowienie oraz bliżej nieokreślone wierzenia, które wiążą się z miłością, zwłaszcza niespełnioną (dziewice bardzo w cenie; dodajmy, że Mazarine jest oczywiście dziewicą, co wszyscy mężczyźni odgadują po jednym spojrzeniu na jej twarz), oraz sztuką. A przez sztukę rozumiemy malarstwo.
Jeszcze jedno jest ciekawe: z Mazarine promieniuje niezwykła energia. Nie wiem, czy wyczuwają ją tylko mężczyźni, czy kobiety też, z tej prostej racji, że Mazarine nie zna żadnej kobiety. W ogóle to już zostało jasno zasugerowane, że nasza wspaniała i piękna główna bohaterka może być wcieleniem Świętej.
Jeśli to wszystko nie zdołało zachęcić nikogo, to dodam, że prócz poetycznych dialogów i sugerowanej przez autorkę tajemnicy książka oferuje czytelnikom tak niesamowite sceny, jak tarzanie się nago w farbie. Rozkosz. Przynajmniej według Mazarine.
Okładka odważnie informuje mnie, że to dzieło sztuki stworzyła jakaś autorka innego bestsellera... ostatnie słowo jest tu kluczowe...

Tym razem bez ilustracji do posta. Nie posiadam niczego w swych zbiorach, co zasługiwałoby na umieszczenie pod taką treścią.

czwartek, 29 sierpnia 2013

41. O czytaniu takim i siakim

Ponieważ jestem śpiochem, wypożyczyłam sobie książkę o spaniu (... przypadkiem). Liczenie baranów [klik]. Leży sobie obok łóżka i cierpliwie czeka, bo na razie obchodzę ją szerokim łukiem i czytam inne rzeczy. Trochę się po prostu obawiam literatury popularnonaukowej, wyznać muszę, a przyczyną tego jest pech, bo tylko kilka razy trafiłam na tak ciekawą lekturę, jaką sobie obiecywałam. Zapewne gdybym robiła jak moja mama i zaglądała najpierw do środka książki, by zobaczyć, co się tam dzieje, uniknęłabym rozczarowań, ale doprawdy nie rozumiem, jak można tak sobie psuć niespodziankę. Moja mama sprawdza nawet zakończenia, bo mówi, że nie lubi się denerwować przy lekturze. Widać ile ludzi, tyle sposobów na książki.
Jak widać, staram się znowu pisać. Ale do recenzji nie powrócę, bo przemogłam wreszcie aspołeczność i założyłam konto na portalu lubimy czytać, tym samym znajdując zamiennik starego bloga. Marzy mi się, żeby gdzieś niedaleko mnie istniał całkiem malutki klub książki, w którym lektury krążyłyby z ręki do ręki i odbywałyby się dyskusje. Tymczasem znalazłam bibliotekę, która znajduje się w starym, stuletnim budynku i w której wchodzi się do pokoju z książkami po skrzypiących schodach. Jutro się tam wybiorę. Na rowerze.

wtorek, 2 kwietnia 2013

38. Kilka cytatów: "Sklepy cynamonowe. Sanatorium Pod Klepsydrą"

Siedziałem na ziemi. Dookoła mnie leżały na podłodze kredki i guziczki farb, boże kolory, lazury dyszące świeżością, zielenie zbłąkane aż na kraniec zdziwienia. I gdy brałem do ręki czerwoną kredkę - w jasny świat szły fanfary szczęśliwej czerwieni i wszystkie balkony płynęły falami czerwonych chorągwi, i domy ustawiały się wzdłuż ulicy w tryumfalny szpaler. Defilady strażaków miejskich w malinowych uniformach paradowały na jasnych, szczęśliwych drogach i panowie kłaniali się melonikami koloru czereśni. Czereśniowa słodycz, czereśniowy świegot szczygłów napełniał powietrze pełne lawendy i łagodnych blasków.
A gdy sięgałem po błękitną barwę - szedł ulicami przez wszystkie okna odblask kobaltowej wiosny, otwierały się, dźwięcząc, szyby, jedna za drugą, pełne błękitu i ognia niebieskiego, firanki wstawały jak na alarm i przeciąg radosny i lekki szedł tym szpalerem wśród falujących muślinów i oleandrów na pustych balkonach, jak gdyby na drugim końcu tej długiej i jasnej alei ktoś zjawił się bardzo daleki i zbliżał się - promienny, poprzedzany przez wieść, przez przeczucie, zwiastowany przez loty jaskółek, przez wici świetliste, rozrzucane od mili do mili.
***
Czy porównam ją [noc lipcową] do czarnego firmamentu naszych przymkniętych powiek, pełnego wędrujących pyłów, białego maku gwiazd, rakiet i meteorów?
***
Jesień, jesień, aleksandryjska epoka roku, gromadząca w swych ogromnych bibliotekach jałową mądrość 365 dni obiegu słonecznego. O, te poranki starcze, żółte jak pergamin, słodkie od mądrości jak późne wieczory! Te przedpołudnia uśmiechnięte chytrze jak mądre palimpsesty, wielowarstwowe jak stare pożółkłe księgi! Ach, dzień jesienny, ten stary filut-bibliotekarz, łażący w spełzłym szlafroku po drabinach i kosztujący z konfitur wszystkich wieków i kultur! Każdy krajobraz jest mu jak wstęp do starego romansu. Jakże się świetnie bawi wypuszczając bohaterów dawnych powieści na spacer pod to zadymione i miodne niebo, w tę mętną i smutną, późną słodycz światła! Jakich nowych przygód dozna Don Kichot w Soplicowie? Jak ułoży się życie Robinsonowi po powrocie do rodzinnego Bolechowa?

***

W lipcu ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką i starszym bratem na pastwę białych od żaru i oszałamiających dni letnich. Wertowaliśmy, odurzeni światłem, w tej wielkiej księdze wakacji, której wszystkie karty pałały od blasku i miały na dnie słodki do omdlenia miąższ złotych gruszek.
Adela wracała w świetliste poranki, jak Pomona z ognia dnia rozżagwionego, wysypując z koszyka barwną urodę słońca - lśniące, pełne wody pod przejrzystą skórką czereśnie, tajemnicze, czarne wiśnie, których woń przekraczała to, co ziszczało się w smaku; morele, w których miąższu złotym był rdzeń długich popołudni; a obok tej czystej poezji owoców wyładowywała nabrzmiałe siłą i pożywnością płaty mięsa z klawiaturą żeber cielęcych, wodorosty jarzyn, niby zabite głowonogi i meduzy - surowy materiał obiadu o smaku jeszcze nie uformowanym i jałowym, wegetatywne i telluryczne ingrediencje obiadu o zapachu dzikim i polnym.

środa, 27 lutego 2013

35. 100 tytułów BBC



1. Duma i uprzedzenie – Jane Austen
2. Władca Pierścieni – JRR Tolkien
3. Jane Eyre – Charlotte Bronte
4. Seria o Harrym Potterze – JK Rowling
5. Zabić drozda – Harper Lee
6. Biblia
7. Wichrowe Wzgórza – Emily Bronte
8. Rok 1984 – George Orwell
9. Mroczne materie (seria) – Philip Pullman
10. Wielkie nadzieje – Charles Dickens
11. Małe kobietki – Louisa M Alcott
12.
Tessa D’Urberville – Thomas Hardy
13. Paragraf 22 – Joseph Heller
14. Dzieła zebrane Szekspira
15. Rebeka – Daphne Du Maurier
16. Hobbit – JRR Tolkien
17. Birdsong – Sebastian Faulks
18.
Buszujący w zbożu – JD Salinger
19. Żona podróżnika w czasie – Audrey Niffenegger
20. Miasteczko Middlemarch – George Eliot
21. Przeminęło z wiatrem – Margaret Mitchell
22. Wielki Gatsby – F Scott Fitzgerald
23. Samotnia (w innym tłumaczeniu: Pustkowie) – Charles Dickens
24. Wojna i pokój – Leo Tolstoy
25. Autostopem przez Galaktykę – Douglas Adams
26. Znowu w Brideshead – Evelyn Waugh
27. Zbrodnia i kara – Fyodor Dostoyevsky
28. Grona gniewu – John Steinbeck
29. Alicja w Krainie Czarów – Lewis Carroll
30. O czym szumią wierzby – Kenneth Grahame

31. Anna Karenina – Leo Tolstoy
32. David Copperfield – Charles Dickens
33. Opowieści z Narnii (cały cykl) – CS Lewis
34. Emma- Jane Austen
35. Perswazje – Jane Austen
36. Lew, Czarownica i Stara Szafa – CS Lewis
37. Chłopiec z latawcem – Khaled Hosseini
38. Kapitan Corelli (w innym tłumaczeniu: Mandolina kapitana Corellego) – Louis De Bernieres
39. Wyznania Gejszy – Arthur Golden
40. Kubuś Puchatek – AA Milne
41. Folwark zwierzęcy – George Orwell
42. Kod Da Vinci – Dan Brown
43. Sto lat samotności – Gabriel Garcia Marquez
44. Modlitwa za Owena – John Irving
45. Kobieta w bieli – Wilkie Collins
46. Ania z Zielonego Wzgórza – LM Montgomery
47. Z dala od zgiełku – Thomas Hardy
48. Opowieść podręcznej – Margaret Atwood
49. Władca much – William Golding
50. Pokuta – Ian McEwan
51.
Życie Pi – Yann Martel
52. Diuna – Frank Herbert
53. Cold Comfort Farm – Stella Gibbons
54.
Rozważna i romantyczna – Jane Austen
55. Pretendent do ręki – Vikram Seth
56. Cień wiatru – Carlos Ruiz Zafon
57. Opowieść o dwóch miastach – Charles Dickens
58. Nowy wspaniały świat – Aldous Huxley
59. Dziwny przypadek psa nocną porą (również: Dziwny przypadek z psem nocną porą) – Mark Haddon
60. Miłość w czasach zarazy – Gabriel Garcia Marquez
61. Myszy i ludzie (również: O myszach i ludziach) – John Steinbeck
62. Lolita – Vladimir Nabokov
63. Tajemna historia – Donna Tartt
64. Nostalgia anioła – Alice Sebold
65. Hrabia Monte Christo – Alexandre Dumas
66. W drodze – Jack Kerouac
67. Juda nieznany – Thomas Hardy
68.
Dziennik Bridget Jones – Helen Fielding
69. Dzieci północy – Salman Rushdie
70. Moby Dick – Herman Melville
71. Oliver Twist – Charles Dickens
72. Dracula – Bram Stoker
73. Tajemniczy ogród – Frances Hodgson Burnett
74.
Zapiski z małej wyspy – Bill Bryson
75. Ulisses – James Joyce
76. Szklany kosz – Sylvia Plath
77. Jaskółki i Amazonki – Arthur Ransome
78. Germinal – Emile Zola
79. Targowisko próżności – William Makepeace Thackeray
80. Opętanie – AS Byatt
81. Opowieść wigilijna – Charles Dickens
82.
Atlas chmur – David Mitchell
83. Kolor purpury – Alice Walker
84. Okruchy dnia – Kazuo Ishiguro
85. Pani Bovary – Gustave Flaubert
86. A Fine Balance – Rohinton Mistry
87. Pajęczyna Szarloty – EB White
88.
Pięć osób, które spotykamy w niebie – Mitch Albom
89. Przygody Scherlocka Holmesa – Sir Arthur Conan Doyle
90. The Faraway Tree Collection – Enid Blyton
91. Jądro ciemności – Joseph Conrad
92. Mały Książę – Antoine De Saint-Exupery

93. Fabryka os – Iain Banks
94. Wodnikowe Wzgórze – Richard Adams
95. Sprzysiężenie głupców (również: Sprzysiężenie osłów) – John Kennedy Toole
96.
Miasteczko jak Alece Springs – Nevil Shute
97. Trzej muszkieterowie – Alexandre Dumas
98.
Hamlet – William Shakespeare
99. Charlie i fabryka czekolady – Roald Dahl
100. Nędznicy – Victor Hugo

czwartek, 12 lipca 2012

20. Wędrowiec

"Nie sądź nikogo po ścieżce, którą podąża. Jeśli nie przeszedłeś całej drogi i każdego kroku w tym samym kierunku, nie zdołasz powiedzieć innemu, dokąd zmierza i co zostawia za sobą".
[Col Buchanan]

piątek, 8 czerwca 2012

17. "Mistrz Pieśni" - Orson Scott Card

Dzisiaj o pierwszej w nocy skończyłam czytać, zbyt się wciągnęłam żeby odłożyć książkę do doczytania następnego dnia.
Zastanawiam się, jak to jest z Orsonem Scottem Cardem i jego książkami. To powieści fantastyczne, nie jakieś wybitne jak Tolkien, ale po prostu dobrze skonstruowane, przemyślane i wciągające. Jeśli się zacznie czytać, niełatwo jest przerwać. A lektura wywołuje wiele, wiele emocji.
Wczoraj w łóżku zastanawiałam się nad Mistrzem Pieśni. To opowieść o pewnym chłopcu, Słowiku Anssecie, wychowywanym w Domu Pieśni i wysłanym do wielkiego imperatora Mikala, rządzącego niemal całą galaktyką. Ansset ma talent do pieśni, tak jak wszystkie Słowiki - umie śpiewać pieśni mówiące o uczuciach, umie rozmawiać pieśniami, nie potrzebuje do tego słów. Muzyka jest dla niego wszystkim. Jednak Ansset jest najwybitniejszym spośród Słowików, bo w głosie rozmówcy potrafi usłyszeć pieśni rządzące jego osobą, jego największe pragnienia i uczucia; jest w stanie zaśpiewać je słuchaczowi, i w ten sposób je u niego potęgować.
To ogromna moc, wielka władza nad ludźmi. Mistrz Pieśni to historia chłopca przeznaczonego do wielkich rzeczy, obdarzonego wspaniałym i niebezpiecznym talentem, przez wielu kochanym, także i miłością zgubną.
Było mi smutno, bardzo smutno, kiedy skończyłam czytać, natomiast rano się obudziłam i wszystko wydawało mi się płaskie, kiczowate, wcale nie wzruszające. Nie rozumiem tego fenomenu, tak jest ze wszystkimi książkami Carda. Wciągają, poruszają, przyciągają, a potem blakną, odchodzą w zapomnienie albo wydają się banalne, kiczowate czy dziecinne, różnie. Za każdym razem mój stosunek do przeczytanej powieści staje się inny, ale - i to jest dziwne - zawsze, zawsze się zmienia na niekorzyść. Jakim sposobem mogę do tego stopnia zapominać własnych uczuć i wrażeń, negować to co sama odebrałam w taki a nie inny sposób? Co sprawia, że bezustannie odbieram Cardowi należną mu pozycję? To jedyny taki pisarz pośród tych, których czytałam. I nie potrafię pojąć, o co chodzi.

wtorek, 5 czerwca 2012