wtorek, 30 września 2014

62. Wojna

Choroba zaatakowała niespodziewanie. Nie tak szybko, nie od razu się to zaczęło, nie: początki były skromne i wyglądało na to, że wroga można z łatwością odeprzeć. Środki zaradcze, kontratak, siły sprzymierzone tabletek i proszków do rozpuszczenia w szklance gorącej wody. Nie takie to jednak proste. Wkrótce nastąpiło główne natarcie, armie zimnych dreszczy przechodziły po ciele, z dwóch stron w potrzask wzięta została głowa, jak w imadło zatrzaśnięta. Gdy legł bohater, oponent rozpoczął inwazję. Oto przełęcz gardła została poraniona i zasypana głazami, przez co wydała się jakby zapuchnięta. Oto tajne drogi w jaskiniach nosowych zatkane zostały szczelnie.
I choć się bronię jak mogę, podgrzewam temperaturę pod kołdrami i kocami, kolejne oddziały leków maszerują zdecydowanie, wróg mój jest silny i uparty. Gdy odzyskałam panowanie nad gardłem, utraciłam tereny nosowe. Zwycięstwo wciąż waży się na szali, ale nie tracę ducha. Ja będę triumfatorem!